RSS
piątek, 17 lipca 2009
Stołeczne wersety Michała Sufina
Szanowny Michał Sufin tylko imię ma pospolite.
To niebywały człowiek, pomysłowy, szalenie inteligentny- niepospolity.
Dobrze włada słowem i dowcipem.
Okazję do przekonania się o tym ma każdy, kto trafi na absolutnie przebojową grupę teatralną Klancyk, której to specjalizacją jest teatr improwizowany.
Michał Sufin jest w Klancyku członkiem i cząstką i bossem chyba też.

Ja na takie impro trafiłam i zostałam trafiona. Polecam, gdyż ubaw odbywa się po wszystkie pachy świata.
Ale żeby nie było. Na Sufina można trafić nie tylko przez Klancyk, ale także przez półki księgarniane. Po nitce do kłębka, po półce do książki, po książce do Sufina.
Albo od Nahacza do Sufina, albo od Masłowskiej do Sufina...
W każdym razie udało się.

"Warszawskie wersety" wpisują się w półkę pozycji nieprzeczytanych. Tym razem jeszcze nieprzeczytanych. Lekturę zaczęłam. Porzuciłam ją jednak z powodów prozaicznych, zwanych brakami czasu. Do strony czterdziestej czwartej(44/134) zapowiada się interesująco.
Magiczne słowotwórstwo, metaforyczny mikser, kaskaderski żart.
Mimo, że nie skończyłam Wersetów, obiecuję poprawę, a Sufina lubię całą wątrobą. Panie Sufinie, obiecuję, że kiedyś Pana doczytam. Bo Pan czytelny jest.


15:05, k.o.k.a
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 czerwca 2009
król Królowi oka nie wykole.
dzisiaj o kolejnej książce, której nie przeczytałam.
i z pewnością nie przeczytam.
bo autor zmarł wczoraj zaskakując serdecznie cały świat.
a miała być trasa i powrót i legenda.
chociaż nie, legenda jest i tak.
kto wie, być może Król Jackson chciał napisać książkę.
być może chciał napisać taką książkę, którą mogłabym
(prze)czytać.
ale on już nie napisze,
a ja już nie przeczytam.

na jego tron wkrótce będzie wdrapywać się gros następców.
żadnemu nie będzie na nim wygodnie
i żaden siedząc nie będzie dosięgał podłogi.
morał:

król Królowi oka nie wykole.



13:34, k.o.k.a
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 czerwca 2009
Nahaczowi w żłoby dano. W jednym trawa, w drugim siano.





Świętej Pamięci Mirek Nahacz, napisał "Osiem cztery" mając 19 lat.
ja mam 21 kiedy próbuję przeczytać jego pierwszą książkę.
ma 96 stron. dla mnie kończy się na 54.
dołącza do "elitarnego" grona nie przeczytanych przeze mnie książek.
dlaczego tym razem?

fala zainteresowania młodym pisarstwem zaczęła się od bąka zwanego wojną polsko- ruską. bąka? bo wypuszczonego szybko i niepostrzeżenie, któremu udało się skutecznie odwrócić uwagę od całej reszty dziejącej się równolegle.
normalnie re-wo-lu-cja.
po prostu "nie było niczego". tylko Masłowska Dorota, zwana "masłoskom'.
a byli jeszcze inni. i Żulczyk i Sufin i Nahacz właśnie.
nie czytałam ich. no czasem coś Żulczyka, jakiś feleitonik. podchodziło nawet.
po wizycie w kinie na wojnie polsko- masłowskiej, którą śmiało okrzyknęłam jęczmieniem na schorowanym oku polskiej kinematografii, z czystej ciekawości sięgnęłam właśnie po Nahacza.
i znowu rozczarowanie, i znowu kolejna niedokończona książka.
a rekomendacja Stasiuka była nawet zachęcająca...

no nie wiem czy w tej książce Mirka można wyłapać jakiś charakterystyczny styl, jakiś zamysł twórczy. w końcu to początki młodego pisarza.
tematyka narkotyzowania się nie należy do moich koników, nie dotyczy moich obszarów towarzyskich i poznawczych. może więc po prostu nie rozumiem.
a może to po prostu bełkot sam w sobie. cóż, w końcu nie przeczytałam książki, więc nie powinnam jej oceniać :)
zmęczyły mnie jednak nieprzeciętnie te 54 strony.
było za to jedno zabawne zdanie. bardzo zabawne. warto więc było czytać, dla tego jednego właśnie zdania.

ale wiem jedno. ta książką powstała z bardzo silnej potrzeby sprawstwa, z potrzeby tworzenia. rozumiem doskonale.
fantastycznie, że ludzie właśnie takie potrzeby mają i realizują.
nawet jeśli nie są wybitne i nawet jeśli nie umie się ich przeczytać do końca.




polecam drugie zdanie.


14:41, k.o.k.a
Link Komentarze (2) »
Inspiracja
od dziecka miałam problemy z czytaniem książek.
zawsze były beznadziejnie długie.
najczęściej były lekturami.
przeważnie ich nie kończyłam.
nie lubiłam czytać. w ogóle.
no chyba, że komiksy.
dzisiaj mam 21 lat.
bez żenady przyznaję, że
nadal nie specjalnie lubię czytać... książki.
w obecnej chwili, gdzie "cała Polska czyta dzieciom",
postanawiam się wytłumaczyć.
przed sobą i przed resztą świata.
zracjonalizować moją niechęć.
blog ten będzie spowiedzią czytelnika nieskończonego-
czyli takiego, który książek nie kończy.
bo trafia na złe pozycje, bo nie ma czasu,
bo go to nudzi, bo jest leniwy.
bo nie lubi.
to będzie prawdziwa, nieskończona lektura :)





12:54, k.o.k.a
Link Komentarze (2) »